Przez noc droga do świtaniaPrzez wątpienie do poznaniaPrzez błądzenie do mądrościPrzez śmierć do nieśmiertelności.— Roman Zmorski
Plansza do gry do złudzenia przypominała rozległą mapę kontynentu, podzieloną na kwadraty tworzące odpowiednio oznaczone pola. Na kilku z nich stały figurki. Staranie wyrzeźbione postacie, w których to spostrzegawcze oko mogło to ujrzeć znajome twarze. O, przykładowo takiego króla, który niechybnie zbliża się do pola - zasadzki, czy dostojnika kościelnego zwiększającego właśnie swoje statystyki przez rozmowę z mieszczanami. Jak i wielu, wielu innych bohaterów, których w tym królestwie nigdy nie brakowało.
Następny ruch przypadł właśnie bóstwu zwanym Khaosem. Podrapał się po kozim łbie w miejscu pod jednym z tysiąca jego oczu, które właśnie w tym samym czasie uważnie ilustrowały plansze, jak i przeciwników. Towarzystwo po prawdzie się już trochę rozeszło, a słabsi przeciwnicy zostali odsunięci od planszy. Jutrzenka odeszła wcześnie, tracąc swoje wszystkie karty, to Noc odpadł, niechybnie posyłając swojego ostatniego bohatera do jamy smoka, który właśnie tam się znalazł za sprawą udanego rzutu Kra, boga wiedzy. Wkrótce nawet Śmierć (pewnego rodzaju mistrz w tej grze) oddał żetony, tłumacząc się spotkaniem z Przeznaczeniem.
Kozi bóg uniósł złocony kubek z kośćmi. Jego natura była taka, że połowa jego oblicza uśmiechała się szeroko, wręcz paranoicznie. Druga zaś była nie tyle, co smutna, a raczej wściekła. Potrząsł naczyniem i wyrzucił kostki, które potoczyły się po stole.
Wszyscy zamarli.
I tak po rzucie boga chaosu na ziemiach Soiree zaczęły się
zmiany. Zmiany, które doprowadziły do całkowitego przemiany kontynentu i ich
mieszkańców. Które wkrótce miały doprowadzić do upadku. Jednak nie kraju, nie
człowieka, a siły, która dotąd rządziła światem. Od tego niechwalebnego dnia,
Magia poczęła zanikać.
Nie działo się to tak
od razu, skądże. Był to proces długoletni, w którym wiara człowieka w moce
nadprzyrodzone została poddana pewnego rodzaju obróbce. Ludzie, to co nie
potrafili sobie wytłumaczyć przestawało dla nich istnieć. A to, co kiedyś
mistyczne, złe, potworne stało się normalne. Dzięki gwałtownego rozwojowi
technologi, zdołali zaprzęgnąć pegazy do powozów, całkowicie zapominając, z
jaką czciom je kiedyś traktowali. Cerberowi pozwolili spać na kanapie tylko,
gdy zobaczyli, że potrafi aportować patyk. Smoki wymarły. Ostatnie jednorożce
można ujrzeć tylko w specjalnych ogrodach. Tak samo los ten podzieliły feniksy,
hydry czy gryfy. Postęp udowodnił, że nawet krwiożerczy potwór morski może być
wspaniałą rybką w akwarium. To, co budziło trwogę zniknęło. Stało się częścią
idealnego ludzkiego świata albo zniknęło będąc zbyt dzikie, by mogło zostać
wykorzystane.
Tak stało się także z potępionymi. Demonami, plagą tego
świata. Stwory mrokiem naznaczone, uciechy cierpiące z bólu zadawanego
słabszym, które kiedyś terroryzowały kontynent, prawie doprowadzając do jego upadku.
Ludzie postępu zgodnie obwieścili, że... zniknęły. Jeśli kiedykolwiek istniały,
to teraz nie ma po nich śladu. Tak jakby, cało zło miało nagle odejść.
Ale czy na pewno?
Oto paradoks tego
świata. Rząd, kościół, instytucje, wmawiają ślepemu ludowi, że jest bezpieczny.
Wszelakie tragiczne wydarzenia, morderstwa, dziwne zjawiska, to po prostu kara
boska lub objaw szaleństwa. Zakazali wiary, uznawania wszystkiego, co
mistyczne. Niepraktykowana magia, tłumiona, w końcu zanikła.
Prawie.
Niewiele ich pozostało,
jednakże i tak są wciąż w pewnym sensie nadzieją wszystkich. Czy ludzi, czy też
nie. Ich wiara niezachwiana pozwoliła dojrzeć prawdziwe oblicze świata. Tli się
w nich jeśli nie płomyk magii, to wiara w niego. Odnaleźli się, zrzeszyli i
wbrew oficjalnemu rządu wskrzesili Instytut Demonologii. Na wspomnienie tych,
który wieki temu gotowi byli poświęcić życie ujarzmiając diabelnego biesa.
Oto egzorcyści tego
świata. Kiedyś walczący z demonami. Dziś i także z ludźmi.
Są szaleńcami.
Heretykami. Zdrajcami stanu. A ich twarzami przyozdobiony jest każdy mur. Ale
mimo tego z każdym dniem, pojawia się ich coraz więcej.
INSTYTUT DEMONOLOGII
Miłościwi Panowie i Panie! Ogłaszamy, że coś takiego wcale nie istnieje.
Nie oficjalnie rzecz jasna.
Około pięciu wieków temu, organizacja powołana przez króla i współrządzącą Radę Magów, skupiająca ludzi, którzy zdolni byli oddać życie w wiecznej walce z potępionymi.
Obecnie organizacja podziemna, przywrócona do życia przez samozwańczą szóstkę Odrodzonych Magów. Którzy za cel podawali przywrócenie w ludziach wiary w magię, otworzenie ich oczu i pomoc w zrozumieniu.
To przynajmniej były te wspaniałe ambicje.
Jednak by mogli to wprowadzić w życie, wiedzieli, że wpierw muszą się pozbyć głównej przeszkody. Tego, który wszystkim zarządza. Sabotować, wywołać bunt, przeprowadzić zamach stanu, aż do zdobycia władzy.
Wiedzieli także, że sami nie są w stanie tego zrobić. Dlatego też jednym z głównych założeń Instytutu jest przekonanie tych, których nie słusznie zwierzętami nazywają, że walka jest konieczna.
EGZORCYŚCI
Czy też Odrodzeni Magowie lub Odrodzeni.
Kiedyś bohaterzy kontynentu. Potężni czarnoksiężnicy, paladyni, skrytobójcy, rycerze, władający magia, czy też nie. Teraz to zaledwie zwykły żebrak, sklepikarz, pracownik huty, pani z urzędu, nawet dziewka z ulicy. Wieki temu zawód szanowany i uznawany za pełnoprawny sposób zarobku, teraz to zaledwie pogląd. I nie dość, że mało opłacalny, to jeszcze ryzykowny. Egzorcyści oprócz wykonywania prostych zleceń i likwidowaniu potępionych, są grupą opozycji. Mordercami na zlecenie, trucicielami, szpiegami, zmierzający do obalenia władzy i wprowadzenia własnych demokratycznych rządów.
Nieliczni pośród nich uzyskali niewątpliwie obecnie rzadki dar magiczny. Na świecie niewiele ostało mocy, czemu też ta posiadana przez śmiertelnych jest licha. Pozwala na wykonywanie prostych sztuczek, iluzji, nigdy do otwartej walki, jak to bywało kiedyś.

POTĘPIENI
Demony, czarty, biesy piekielne ale także nie - ludzie.
Wieków temu za sprawą błędu jednego z możnowładców, splamiły ziemie, niszcząc ludzki dobytek, a za dziełem innego zaś ujarzmione zostały. Przez lata, powoli coraz rzadziej chaos czyniły, aż przystosowały się, stając się jednymi z nas. Nie zniknęły wcale. Są po prostu trudne do zauważenia przez zwykłego śmiertelnego. Objawiają się w złych zdarzeniach, zawodząc, strasząc, nawiedzając jako złośliwe chochliki lub opętują, mordują, umysłem głupim władają, jako pełnoprawni władcy podziemi.
Kiedyś tym mianem określano także istoty humanoidalne, różniące się jednak od człowieka. Zaliczano do tego grona anioły, kotołaki, wilkołaki, harpie i wszystko, co pokrewne z bestiami i człowiekiem. Teraz owe istoty to po prostu zwierzęta. Chodź mają swój rozum, moralność, potrafią mówić, rząd zakwalifikował ich, jak resztę monstrum. Pozbawił jakichkolwiek praw. Są prześladowani, łapani jak bydło. Stali się niewolnikami. Zabawkami bogaczy, czy atrakcją w Złotych Ogrodach. Tylko nieliczni, którzy potrafili ukryć swoją odmienność żyją wśród ludzi w strachu przez zdemaskowaniem. Z podkulonym ogonem uciekając albo podejmują walkę, jako członkowie Instytutu.

FERA APER
Niech wiara otworzy Ci oczy!
I to właśnie ich największa siła.
Ostatni z graczy Khaosa zasiadł naprzeciwko. Kozi bóg kiwnął głową, a wszystkie oczy skierowały się ku przeciwnikowi. Był to bóg o którym wiadomo było niewiele, a sam nie należał do rozmownych. Podobno zjawił się na panteonie niedawno. Nie z Stworzenia, jak większość, a z powołania przez ludzki ród. Czemu wielu drwiło z niego, wątpiąc w jego siłę.
Przedstawiał się, jako Nadzieja. Wyglądem przypominał olbrzymiego złotawo - krwawego węża z jelenimi rogami na których kłębiły się setki czarnych motyli. Khaos odchrząknął zabierając z tali kolejną kartę i widząc, że los mu sprzyja, położył ją na planszy. Radosna połówka jego twarzy uśmiechnęła się, jakoś bardziej.
- Może chcesz zrezygnować? - zapytał, a jego głos brzmiał, jak skrzypienie zawiasu przy trumnie.
Nadzieja odchrząknął uprzejmie. Uniósł kubek swoim długim ogonem. Rozległ się dźwięk grzechoczących kostek, które potoczyły się po planszy.
Szóstka. Czwórka. I...
Z ostatnią kostką działo się coś dziwnego. Stanęła na wierzchołku, zawirowała i przewróciła się na siódemce.
Bóg Chaosu nie wierząc złapał kostkę, chcąc przeliczyć ścianki.
- Nie słyszałeś, mój przyjacielu... - zasyczał wąż - ...jakoby nadzieja umiera ostatnia?

• Stolica, a zarazem miasto, w której ma miejsce akcja to Iverstoone.
• Edmund Crompton jest obecnym prezydentem, wybranym w "demokratycznych" wyborach. W sumie każdy wie, że wyniki były sfałszowane, jednak nikt nie ośmielił się o tym powiedzieć głośno od... 25 lat. Tyle bowiem już trwa kadencja Cromptona.
Więcej już wkrótce...
W razie potrzeby admini służą z pomocą. Nie bać się, pytać!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz